Nadzieja - numer 38 (4/1999)
Marzenie o dziecku

    "Początkowo czułam się, jakby choroba miała zniszczyć moje marzenie o domu i dwójce dzieci", opowiada Anne Peltola. Tak się jednak nie stało. Mieszka dzisiaj we własnym domu z mężem i jest szczęśliwą matką dwóch ruchliwych chłopców.
    Anne (25 l.) i Milko (28 l.) Peltola, mimo swojego młodego wieku, znają się od dziesięciu lat. Kiedy Anne zachorowała, miała wówczas 17 lat i przyjaźniła się z Milko od roku. "Nie musisz się ze mną żenić", próbowała przekonać swojego przyjaciela. Nie musiał, ale chciał.
    "Powiedziałem do Anne, że przecież nigdy nie wiadomo, czy samemu nie ulegnie się wypadkowi. Takich rzeczy nie da się przewidzieć."

Obawa przed złymi wiadomościami

    Kiedy Anne zaczęła swoje studia pielęgniarskie, życie zaczęło znowu toczyć się swoim rytmem, a lęk przed pogorszeniem się stanu zdrowia zmniejszył się. Wspólnie przeżywane chwile pełne obaw przed rozwojem choroby umocniły więź między Anne i Milko. Ponieważ też obydwoje już w tym czasie pracowali, coraz bardziej namacalna stawała się możliwość powiększenia rodziny.
    Oboje bardzo pragnęli dziecka i prowadzili długie dyskusje na ten temat. Żadne z nich nie miało większych wątpliwości co do tego, że dziecko ma być. Milko przyznaje, że nawet jak gdyby zapomnieli zupełnie o chorobie w tych dyskusjach.
    Jednak gdzieś w tle świadomość o chorobie istniała. Anne bała się szczególnie tego, że natknie się gdzieś na informację, że kobiety chore na SM nie powinny zachodzić w ciążę lub że ze względu na chorobę ciąża nie jest wskazana.
    Anne pamięta, że mówiła do Milko, iż chce żyć tak, jakby żyła, gdyby nie była chora na SM. W swoich rozmowach mówili również o tym, jak chcieliby wychowywać swoje dziecko i jak można byłoby zorganizować codzienną opiekę nad dzieckiem.
    "Najważniejszy w tym wszystkim był fakty że mogłam liczyć na Milko nawet wówczas, gdyby mi się coś stało", mówi Anne i dodaje: „Byłam też w dobrej kondycji, a jednocześnie oboje byliśmy przekonani, że teraz jest najlepszy czas na urodzenie dziecka i że wszystko będzie dobrze".

Drugie dziecku

    Valtteri urodził się pięć lat temu. Czas ciąży minął dobrze, lecz pół roku po urodzeniu syna, Anne miała rzut, którego efektem była utrata władzy w jednej ręce i nodze. Jednak wyszła z tego i po wprowadzeniu małych zmian praktycznych w mieszkaniu dobrze radziła sobie z codziennymi obowiązkami domowymi i przy dziecku. Ponieważ mieszkali w domu piętrowym, codziennie rano Milka znosił synka na dół, gdzie w dzień maleństwo mogło spać w składanym łóżeczku.
Ponieważ tak dobrze radzili sobie z codziennością, zaczęli myśleć o drugim dziecku. Jednak Milka miał teraz więcej wątpliwości po tym, jak Anne miała pogorszeniu swojego stanu zdrowia po urodzeniu Valtteriego. Dobrze, że mieli już jedno dziecko. "Pozwoliłem Anne podjąć decyzję. Przeważyła tu jej dobra kondycja", mówi Milko.
    I tak rok temu urodził się Jesperi. Podobnie jak wcześniej, pół roku po jego urodzeniu Anne miała znowu rzut. Tym razem miała zaburzenia wzroku, tzn. podwójne widzenie. Po trzech tygodniach leczenia cortisanem udało się jednak to wyeliminować. Dzięki Milko, bliskim z rodziny i pomocy domowej udało się zorganizować opiekę nad dzieckiem w czasie, gdy Anne była chora.

Relacja między małżonkami decydująca

    Obecnie ci żywi chłopcy są oczkiem w głowie rodziców a dom jest wolnostojącym budynkiem parterowym. Kiedy go kupowali, wszystkie jego rozwiązania były rozpatrywane z myślą o Anne i chłopcach.
    Anne jest w dobrym stanie. Wie, że pomogło to w decyzji o utworzeniu rodziny i opiece nad dziećmi. Mimo poważnych rzutów choroby, gdyby miała znowu podejmować decyzje, postąpiłaby tak samo. Nie planuje już jednak trzeciego dziecka.
    Samo nastawienie do myśli o ciąży też ma już inne. Teraz, kiedy wie, że ciąża nie jest "zabroniona" dla kobiet z SM, ma świadomość, że łatwiej byłoby też wówczas z podejmowaniem decyzji.
    Na co dzień Anne zajmuje się dziećmi i domem. Jest wdzięczna mężowi, że bierze na siebie tak wiele spraw i że czasami przywołuje ją do porządku, aby liczyła się z realiami.
    "Niekiedy złoszczę się, gdy nie podołam wszystkim obowiązkom", mówi Anne, a Milko dodaje: "Anne nie chce uznać, że potrzebuje czasami odpocząć".
    Jeżeli chodzi o dzieci, to mają one już teraz swoje obowiązki szkolne. Troszkę martwili się tylko, Anne i Milko, jak zareagują inne dzieci, jeśli stan Anne pogorszy się. "Najważniejsze, aby nasze dzieci nie były szykanowane z powodu mojej choroby lub nie cierpiały, że mają chorą mamę", mówi Anne.
    Obecnie jest tak, że choroba mamy jest czymś normalnym dla Valtteriego i Jesperiego. Dla nich mama jest mamą i gdy wróciła w lepszym stanie po kuracji cortisonem ze szpitala do domu, jedynym zmartwieniem Valtteriego było to "czy mama będzie mogła ugotować obiad", żartuje Anne. Milko opowiada, że życie w rodzinie zakłada zważanie na drugiego i realizm w ich przypadku w podejściu do choroby, bo nie da się przewidzieć wszystkiego. Oboje są zgodni co do tego, że decyzja o tym, czy mieć albo nie mieć dzieci, jest decyzją życiową.
    "Dlatego kobieta, która zastanawia się nad kwestią urodzenia dziecka, musi przede wszystkim znać siebie, ponieważ SM jest bardzo specyficzną chorobą i u każdego przebiega inaczej", mówi Anne. Nie mniej ważną sprawą przy takiej decyzji, o ile nie ważniejszą, jest według Anne i Milko, miłość między dwojgiem ludzi. To ona tworzy podstawę życia dla dziecka i choroba spełnia wówczas drugorzędną rolę.



Drodzy Czytelnicy!
Co nowego, czyli o starym inaczej:
SM i zdrowie kobiet
Pomyśl... warto...
Między nami: Mieć czy nie mieć
Czy powinnam mieć dzieci?
SM i ciąża
Gdy gaśnie światło
Marzenie o dziecku
Bezdzietność z powodów racjonalnych
Listy, listy, listy
Razem: Co, gdzie, kiedy w PTSR
Sponsorzy
© Simplex

Powrót do strony głównej serwisu Simplex