Nadzieja - numer 41 (3/2000)
Drodzy Czytelnicy!

    Rok Jubileuszowy, rok 2000, jest i dla Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego rokiem szczególnym. Obchodzimy bowiem nasz mały jubileusz 10 lat działalności. Czy to długo, czy krótko? Czy udało się zrobić dużo, czy mało? Na to pytanie niech odpowiedzą sami Czytelnicy. Również nasza "Nadzieja" ukazuje się od 10 lat. Może warto więc tym, co są z nami od początku przypomnieć a późniejszym Czytelnikom opowiedzieć coś o historii naszego pisma.
    Pomysłodawcą i redaktorem pierwszych 3 numerów był Jan Galuba, dziennikarz jednego z tygodników, który miał żonę chorą na SM. On również zaproponował nazwę pisma. Od czwartego numeru redakcją zajęły się Joanna Grodziska i Katarzyna Czarnecka, w kolejnych latach dołączyła Urszula Dobrzyniec, a potem Anna Sobierańska i Elżbieta Doraczyńska.
    Pierwsze numery były wydawane w postaci powielanych na kserokopiarce stron formatu A4. Zawierały głównie tłumaczenia tekstów dotyczących samej choroby. Od nr 5 przyjęto format B5, zeszytowy. Zwiększono nakład i koniecznością okazało się znalezienie drukarni.
    Pierwsze numery drukowano za darmo, "po znajomości", co trochę odbijało się na ich jakości. Ponieważ same kolumny tekstu wydały się nam nudne, zaczęliśmy dodawać ilustracje. Gdy nie udało się zdobyć "profesjonalnych", trzeba było zrobić samemu. Od nr 16 pojawiła się kolorowa okładka. Niestety wciąż brak nam środków na zamieszczanie kolorowych zdjęć.
    Od nr 5 pojawił się podział na działy tematyczne, te same, które są do dziś. Później dodane zostały działy "Praktyczne porady" i "Prawo i my". Chciałyśmy, żeby w naszym piśmie można było znaleźć to, co najważniejsze - rzetelną, zawsze konsultowaną z neurologiem informację medyczną ale też zwykłe ludzkie sprawy, problemy dnia codziennego, jakieś słówko na chwilę refleksji nad sprawami najważniejszymi, ale też bardzo praktyczne porady i informacje. Najważniejsze jest to, że autorami większości tekstów są sami Czytelnicy. Bez nich "Nadzieja" byłaby zupełnie innym pismem, albo nie byłoby jej wcale.
    "Nadzieja" od samego początku powstawała dzięki pomocy i życzliwości wielu ludzi. Ktoś pomógł w tłumaczeniu, ktoś zrobił skład, ktoś ofiarował rysunki czy zdjęcia, ktoś znalazł pieniądze na druk itd. Również dzisiaj tłumaczenia, ilustracje, redakcja tekstów, skład i korekta - to wszystko robimy sami lub przy pomocy starych współpracowników. Pozostają więc tylko koszty druku. Od kilku lat udano nam się, również dzięki pomocy życzliwych osób, pozyskać dofinansowanie druku ze środków Komitetu Badań Naukowych.
    Staramy się, zgodnie z tytułem pisma, koncentrować raczej na tym co pozytywne, co może pomóc w akceptacji życia z chorobą i dostrzeżeniu światełek nadziei. Nie uciekamy od podejmowania trudnych problemów, staramy się jednak unikać "narzekactwa i krytykanctwa", które niczemu nie służy i nikomu nie pomaga. Przeczytałam kiedyś taką myśl: "Kto zapali w życiu choćby jedną małą świeczkę dla kogoś pogrążonego w rozpaczy, ten nie żył daremnie". Parafrazując powiem, jeżeli choć jeden tekst w ciągu tych 10 lat komuś pomógł, dla kogoś był ważny czy potrzebny, to warto było ponosić te wszystkie trudy. I warto będzie robić to dalej.
 

Katarzyna Czarnecka


Drodzy Czytelnicy!
Co nowego, czyli o starym inaczej:
Zaburzenia czynności oddechowych w SM
Zastosowanie kopolimeru I w terapii SM
Pomyśl... warto...
Dwie bryły lodu
Między nami: Gwoździe w mózgu
Listy, listy, listy
Prawo i my: Wreszcie
Razem: Co, gdzie, kiedy w PTSR
© Simplex

Powrót do strony głównej serwisu Simplex