Nadzieja - numer 39 (1/2000)

Trud pojednania

    Przeżywamy rok święty, rok Wielkiego Jubileuszu. Dzięki mediom możemy sobie co pewien czas o tym przypomnieć. Ostatnio, również wielka pielgrzymka Papieża do Ziemi Świętej, ale i poprzedzające ją wydarzenie - prośba o przebaczenie za winy ludzi Kościoła - przypomniały nam, że jednym z wezwań Wielkiego Jubileuszu jest wezwanie do pojednania. Bardzo łatwo się tego słucha, można się nawet wzruszyć i podziwiać, ale gdyby tak zastanowić się nad potrzebą pojednania w naszym konkretnym życiu, z konkretnymi ludźmi, i to nie z tymi, których lubimy i są nam mili, ale z tymi, którzy wobec nas zawinili czy wobec których my zawiniliśmy. Takie pojednanie jest czymś niezwykle trudnym. Czy jest w ogóle konieczne? Czy jest możliwe?
    Ból, zranienie, zwłaszcza przez osoby bliskie, od których raczej oczekiwalibyśmy zrozumienia i pomocy, jest doświadczeniem niesłychanie bolesnym i takim, które zapada bardzo głęboko. Stare przysłowie mówi: "Rany zadane przez przyjaciół nie goją się". Czy w ogóle należy mówić o potrzebie, o konieczności wybaczenia i pojednania? Przecież jest też poczucie sprawiedliwości - ja nie mogę przebaczyć tej osobie zła, które popełniła, bo wynikałoby z tego, że to w ogóle nie było złem. Czy jednak tak jest naprawdę? Sprawiedliwość może też być pułapką. Bardzo często osądzamy na podstawie niepełnych czy wręcz błędnych przesłanek. Znamy przecież tylko część prawdy, czasami znikomą, o motywach i powodach zachowań czy postawie drugiego człowieka. Często przypisujemy innym własne interpretacje czy motywy, nie usiłując zrozumieć, a czasami nawet nie chcąc zrozumieć.
    Trzeba uczciwie i odważnie sobie powiedzieć, że czasem wolimy zostać jako ci "pokrzywdzeni", bo to daje fałszywe poczucie "moralnej przewagi", a poza tym pozwala nam na przyjemne użalanie się nad samym sobą i zwalnia z podjęcia czasem trudniejszych życiowych zadań, bo skoro wszyscy mnie krzywdzą, to już nic nie mogę zrobić. A przebaczenie, pojednanie zabiera nam to wszystko i nie pozostawia nic pracz prawdy o sobie. Prawdy, że nie wiemy, jak my byśmy się zachowali, będąc na miejscu tamtej osoby, która nas skrzywdziła, że my też wyrządzamy i wyrządzaliśmy wiele przykrości, jeżeli nie konkretnym działaniem, to naszą postawą, nawet zacięciem się w niechęci czy złości.
    Przyznać się, najpierw przed samym sobą, do tego, że nie jestem dobry, że też popełniam błędy i krzywdzę, mniej lub bardziej świadomie, innych, jest bardzo trudne, czasami wymaga naprawdę nadludzkiego wysiłku. Nadludzkiego - a więc wspomaganego przez to, co jest większe od nas, co przekracza nasze ludzkie, codzienne ograniczenia - przez wiarę i łaskę. O zdolność do przebaczenia trzeba się po prostu modlić, bo o własnych siłach może to być nie do wykonania. Skoro to takie trudne i bolesne, to czy warto w ogóle to podejmować, może lepiej zostawić wszystko "tak jak jest"? Niestety, nie. Przebaczenie jest dlatego tak bardzo ważne, że może nas uwolnić i uzdrowić. Noszone w sobie poczucie krzywdy dusi i zabija. Nawet najbardziej racjonalistycznie nastawieni lekarze powiedzą, że człowiek jest jednością psychofizyczną. Stan naszego duchowego, psychicznego wnętrza wpływa na nasz stan fizyczny, i oczywiście odwrotnie. Poczucie krzywdy, złość, nienawiść może skutecznie blokować nasze reakcje odpornościowe, wpływać na samopoczucie itd. Złe myśli, nienawiść, odmowa przebaczenia krępują i duszą - to tak jakby siedzieć w zamkniętym, ciemnym, dusznym pomieszczeniu . Przebaczenie, pojednanie to jak wyjście z tego ciemnego, dusznego pokoju na ciepły, majowy dzień, słońce i powietrze. Po prostu - życie.
    Przebaczenie, pojednanie jest procesem. Nawet gdy uczciwie i odważnie powiemy, że przebaczamy tym, którzy nas skrzywdzili, to sfera naszych uczuć może jeszcze przez dłuższy czas "nie nadążyć" za tym aktem woli i wydaje nam się, że nie ma żadnych skutków. Ale tak nie jest. To jest jak ziarno, które teraz zasiane ma czas ukrytego wzrostu, jeszcze w ziemi, aż któregoś dnia wystrzeli nagle, rozkwitnie i zaowocuje. Potrzeba cierpliwości.
    Może więc warto, korzystając z wezwania w tym roku świętym, patrząc na trudne i odważne przykłady pojednania - jedynej drogi do życia - spróbować spojrzeć z odwagą na bolesne doświadczenia, które we mnie tkwią i ranią, i podjąć trudny, ale tak bardzo potrzebny wysiłek przebaczenia.
 

Katarzyna Czarnecka


Drodzy Czytelnicy!
Co nowego, czyli o starym inaczej:
Postępowanie w SM (zalecenia II Kliniki Neurologii IPIN)
Pomyśl... warto...
Trud pojednania
Między nami: "Szybkich nie tańczę"
Sm-pl - dyskusje
Vademecum tych, co od niedawna
Listy, listy, listy
Moi kochani!
Razem: Co, gdzie, kiedy w PTSR
© Simplex

Powrót do strony głównej serwisu Simplex